Wydarzenia - rozwinięcie: Sylwestrowe świętowanie wspólnoty "Mocni w wierze", 1.I.2024
Wspólnie świętujemy w siedzibie Fundacji rozpoczęcie nowego roku pod hasłem „W ogniu Bożej Miłości”.
Sylwestrowe świętowanie kolejny rok przeżywaliśmy w siedzibie Fundacji, a jego duchowe motto brzmiało: „W ogniu Bożej Miłości”. Miłość Boża prowadziła Kasię i Mariusza do tego momentu małego jubileuszu 20-lecia sakramentalnych zaślubin i służby sobie nawzajem w małżeństwie oraz we wspólnocie „Mocni w wierze”. Ta wspólnota małżeńska zapoczątkowała bowiem również wspólnotę wiary, modlitwy i odnowionego w Duchu Świętym życia chrześcijańskiego i dzięki temu mogliśmy kolejny raz, a tym razem w „ogniu Bożej Miłości” przeżywać ten szczególny czas przejścia w nowy rok. Duchowe motto sugerowało nam, że czeka nas czas oczyszczającego i uwalniającego od wpływu grzechu oraz ducha złego działania Boga przez miłość i rozpalania przez nią naszych serc do wiary w Jezusa i do gorliwości w trosce o szerzenie królestwa Bożego. Modlitwa wspólnoty, którą jak zawsze o północy rozpoczęliśmy kolejny rok, jest zawsze wyrazem naszego uwielbienia i dziękczynienia Bogu za to, co stało się pod wpływem Bożej łaski w starym roku, a jednocześnie i czasem rozeznania słowa Bożego, którym Bóg chce przemawiać do nas i przez nie nas prowadzić w nowym roku. Na rok 2024 otrzymaliśmy Słowo Boże (Mk 10, 17–22). Po jego interpretacji dzieliliśmy się swoimi duchowymi refleksjami szczególnie w kontekście wydarzeń w starym roku, za które chcieliśmy Bogu osobiście podziękować. A potem to już szampan, toast noworoczny i zabawa do białego rana. Chwała Panu!
Mk 10, 17–22
Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym» Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę?. On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości?. Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną?. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości
Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogatemu trudno będzie wejść do królestwa niebieskiego. Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego?. Gdy uczniowie to usłyszeli, bardzo się przerazili i pytali: «Któż więc może być zbawiony?» Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, lecz u Boga wszystko jest możliwe?.
Wtedy Piotr rzekł do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?» Jezus zaś rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach, aby sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci, siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność. Wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi.
Mariusz
Myślę, że to rzeczywiście jest słowo, które jest programem, jeżeli mówimy o jakimś programie duszpasterskim na na cały rok. Kościół ma zawsze program duszpasterski i w jakiś sposób to słowo odnosi się do tego, co jest jakimś głównym zadaniem w tym roku dla nas wszystkich po to, żeby pójść za Jezusem. Tak naprawdę przez to słowo mówi nam, co Pan Bóg od nas chce, co Pan Bóg widzi w nas? Bo Pan Bóg w rezultacie widząc to, co w nas jest, mówi to co chce. Tak, jak podszedł do Niego ten bogaty młodzieniec i On wejrzał na niego wewnętrznie, wejrzał na tego bogatego młodzieńca z miłością i zobaczył to, co w nim jest. Zobaczył człowieka, który żyje według prawa zewnętrznego, prawa moralnego, ale wewnątrz jest niewolnikiem swoich posiadłości. Wewnętrznie nie jest człowiekiem wolnym. Człowiekiem wolnym w kategoriach Królestwa Bożego jest ten, kto jest zdolny pójść za Jezusem. Człowiek, który nie jest wolny wewnętrznie, nie jest zdolny pójść za Jezusem. I dlatego życie duchowe człowieka, który nie jest wolny (jeżeli można je w ogóle nazwać życiem z Bogiem), wygląda w ten sposób, że Bóg jest przystosowany do życia takiego człowieka. To znaczy, że człowiek przystosowuje sobie Boga na swój obraz i podobieństwo, przystosowuje sobie do swojej rzeczywistości. Czyli Bóg wtedy jest obecny w życiu człowieka, który nie jest wolny, kiedy ten człowiek chce. W momencie, kiedy przychodzi do tego, żeby opowiedzieć się po stronie Chrystusa, ten mówi: Nie, stop! Kiedy Jezus chce przekroczenia tej bariery, chce zaufania, uwolnienia od tego wszystkiego co w człowieku jest. Bo oczywiście, to nie jest sprawa w dobrach, które się posiada, tylko sprawa jest w niewolniczym przywiązaniu do tych dóbr. W tym niewolnictwie, które charakteryzuje dzisiejszy świat. I Bóg, jak zagląda do naszego wnętrza, to widzi, że to jest największa przeszkoda w tym, żeby pójść za Nim, czyli opuścić wszystko, żeby stać się wolnym. I oczywiście, to trzeba rozumieć, co jest naszą posiadłością. Bo nasza posiadłość, to nie chodzi tylko o dobra materialne, chociaż o nie też chodzi. Chodzi o to, żeby uzyskać całkowitą wolność, żeby oddać to wszystko Bogu na Jego użytek, żeby być w stosunku do tego wolnym, żeby nie było w człowieku takiego odruchu zatrzymywania tych dóbr dla siebie, przeliczania i kalkulowania, tylko żeby stać się wobec tych dóbr wolnym. Ale to się nie ogranicza tylko do tych dóbr, to się odnosi do każdego dobra, które człowiek postawił wyżej niż samego Boga. I tak jest w przypadku tego młodzieńca. On prawo moralne postawił wyżej, on powiedział: „No, ale ja tego wszystkiego przestrzegam.” Tak samo człowiek się usprawiedliwia - mówi, że on nic złego nie robi. Przecież tego przestrzega, tamtego, nikomu nie szkodzi, nikomu nie wadzi i tak dalej. Ale Jezus mówi: „Ja jestem prawem moralnym, to Ja jestem tym, który jest.” Punktem odniesienia jest wyłącznie Jezus, nie to, co my sobie tam utworzymy. Tylko Jezus, Jego wymagania, Jego Ewangelia jest punktem odniesienia. Dlatego człowiek musi odejść też od samego siebie, od tego wszystkiego, co stanowi jego własne „ja”, jego ego. Czyli człowiek musi odejść od tego wszystkiego, w czym przejawia się jego i miłość własna, i jego egoizm, bo są to największe przeszkody do postępu duszy. I odejść od wszystkich przywiązań, które mamy w tym świecie, do tego świata. Czy to jest przywiązanie do jakichś dóbr zewnętrznych, czy to jest przywiązanie intelektualne, czy to jest przywiązanie do swojej pracy, czy to jest przywiązanie do swojego hobby, czy to jest przywiązanie do swoich dzieci, czy to jest przywiązanie do jakiegoś swoiście pojętego interesu partykularnego. Czy to jest przywiązanie do jakiejś koncepcji politycznej. Wszystko jedno.
Tam, gdzie nie jesteśmy wolni, tam nie należymy do Chrystusa i nie możemy iść za Nim. I to słowo nam wyraźnie mówi o tym, że jest w nas problem wolności i opuszczenia wszystkiego ze względu na Królestwo Boże. I każdy dobrze o tym wie, czego to dotyczy, a jak nie wie, to znaczy, że żyje pewnymi złudzeniami i jest po prostu zaślepiony, nie widzi realnie swojego życia. Ta wolność w życiu człowieka owocuje tym, że prawdziwie wolni ludzie są radośni. Jeśli ktoś się może pytać, jakie jest źródło radości, takiej radości w Panu, to właśnie wolność. Jakie jest źródło radości? Jakie jest źródło gorliwości, tego ognia miłości? Właśnie wolność - to jest źródło, to jest właśnie źródłem. I jeżeli nam tego brakuje, to dlatego, że po prostu coś nas trzyma. Czymś jesteśmy do tego świata, do samych siebie po prostu przywiązani. Jak tego nie odpuścimy, to po prostu nie możemy wejść do Królestwa Bożego, bo Królestwo Boże, to jest opuszczenie wszystkiego ze względu na Jezusa. Bo tak trzeba rozumieć Królestwo Boże. Królestwo Boże jest czymś, tak niepojętym i tak ważnym, i tak różnym od tego świata, a jednocześnie ono już się objawia w tym świecie jako dary Ducha Świętego, jako pokój, jako miłość, jako sprawiedliwość, ono się już objawia. Ale ono jest czymś tak niepojętym, czymś tak ponad ten świat, że ze względu na to Królestwo musimy wszystko opuścić. I do tego wszystkiego potrzebujemy szczególnej łaski Bożej, bo Jezus mówi: Dla Boga wszystko jest możliwe. U ludzi nie jest to możliwe, to znaczy nie jest możliwy taki rodzaj wolności człowieka, żeby od wszystkiego był wolny, żeby był święcie obojętny. Nawet najwięksi święci… to nie jest możliwe, to nie jest po ludzku, to nie jest kwestia przede wszystkim wyłącznie pracy nad sobą czy zdobywania tej wolności, czy działania Boga. To jest przede wszystkim wynik zaufania człowieka do Bożej łaski, współpracy naszej osobistej z Bożą łaską. To jest najważniejsze - zaufania do tej łaski i naszego pragnienia, żeby ta łaska zwyciężyła naszą naturę. Oczywiście my musimy tego chcieć, my musimy pragnąć tego autentycznego nawrócenia, czyli uwolnienia się od wszystkiego, co nas wiąże z tym światem, co nas po prostu zniewala. A jest tego wiele i każdy po prostu też wie, gdzie chciałby iść, a jest zatrzymywany. Jest przytrzymywany, kręci się wkoło i próbuje się przepchnąć jak ten wielbłąd przez ucho igielne. Próbuje się przepchnąć z tymi wszystkimi swoimi bogactwami, z tą całą swoją mentalnością starego człowieka, próbuje się przepchnąć i mówi: No, nie daję rady, no chciałbym.
Ja tak jeszcze przed przed świętami miałem taką głęboką refleksję, takie głębokie rozumienie, z czego to wszystko wynika. Jaki to jest sposób życia, jaki to jest sposób ujęcia, w jaki sposób to działa? To znaczy, dlaczego po prostu osoby nie zmieniają swojego życia, nie zmieniają go tak, jak powinny, w sposób radykalny? Ponieważ to jest taki rodzaj po prostu udawania czy uzurpacji; właśnie, tak jak u tego bogatego młodzieńca. Mianowicie istnieje coś takiego, taki głęboki problem, że wlewają młode wino do starych bukłaków. Młode wino jest wlewane ciągle do starych bukłaków. Czyli ktoś mówi tak: Ja bardzo chętnie, ja bym chciał zmienić…, niech Pan Bóg zmieni moje życie. Fajnie, niech On zmienia to moje życie, niech po prostu, niech się to moje życie zmieni. Ale sam człowiek nie zmienia struktury swojego życia, nie zmienia. On sam nie robi nic, przynajmniej nie robi wystarczająco dużo, żeby się zmienić, żeby zmienić strukturę swojego życia, żeby zmienić swoją mentalność. Ktoś mu mówi: Słuchaj! Przestań to robić! Zaprzestań tego! Zrezygnuj z tego! Odejdź od tego! A ktoś mówi: No, chciałbym, żeby to się stało. Tylko, że nic nie robi w tym kierunku. Po prostu nie przestaje, bo jest jak nałogowiec. Dalej wstaje rano i dokładnie robi to samo. Czyli nic nie robi, żeby to zmienić. Uważa, że on wzywa Pana i Pan ma to zmienić, a on dalej żyje według starej mentalności. I to jest dokładnie wlewanie młodego wina do starych bukłaków. Na przykład, jeżeli ktoś nie będzie chciał zmienić swojego języka, nie będzie chciał podejmować wysiłku do tego, żeby rozmawiać w sposób duchowy, jeżeli nie będzie chciał wstawać rano i porządnie rozpoczynać dzień, tak jak powinien, jeżeli ktoś nie będzie się chciał modlić w określonych godzinach, to nawet jeśli będzie wzywał Pana milion razy w ciągu dnia, ale nie zmieni struktury swojego życia, swojej mentalności, to wlewa młode wino do starych bukłaków i nic z tego nie wynika. Podstawową rzeczą jest zmienić strukturę życia. Młode wino musimy wlewać do nowych bukłaków, czyli jeżeli chcemy coś zmienić, to musimy zmienić po prostu pewien nawyk, pewien sposób życia, pewną strukturę życia na „nowy bukłak”. Nowy. Bo w starej mentalności będziemy nawet milion razy wzywali łaski Pana, nie wiem ile razy, a dokładnie wszystko to się rozlewa i nie ma zmiany. I jest ciągle męczenie się z tym samym. Ciągle obserwuję te same obrazki, mimo że oczekuję, żeby ta zmiana życia nastąpiła już dawno. Nie! Ciągle jest to samo. Bo to się nie stanie po prostu bez naszego udziału. Bo tak samo ten młodzieniec uważał, że on będzie doskonały, ale bez swego udziału. On mówi: No, jestem doskonały na zasadzie takiej, że ja sobie wymyśliłem to, jak się stawać doskonałym. A kiedy przychodzi Pan Bóg i mówi mu, na czym polega doskonałość, on mówi: Nie, dziękuję. I to jest dokładnie taka sytuacja, że my chcemy zmienić swoje życie, wzywamy Pana - Niech Pan nas nawróci, niech Pan nas przemieni - po czym idziemy i dokładnie żyjemy według starej struktury i wtedy to się nie zmieni. To po prostu się nie zmienia. Bo jeżeli ja, na przykład, nie będę chciał z żoną zjeść obiadu, to ja go nie zjem. Jeżeli ja nie będę uważał, że to jest obowiązkowe, że to jest po prostu element życia z Bogiem, to ja tak nie będę robił. Ja muszę wiedzieć, że to jest element planu Bożego i ja muszę się do tego dostosować i to tak działa. Po prostu to tak działa. To wynika z tego, że albo żyjemy według własnego „bukłaku” albo ten „bukłak” po prostu ma być nowy i wtedy łaska Boża nam w tym pomoże, bo to działa na zasadzie takiej, że łaska Boża jest dodana do naszej chęci zmiany. Wtedy łaska Boża nas umacnia, żebyśmy mogli to zrobić. Mamy oczywiście nawyki wieloletnie, czasami kilkudziesięcioletnie do złych rzeczy, do złego postępowania i będą cały czas pokusy, żeby wracać do tego starego człowieka. A łaska Boża w ten sposób działa, że jeżeli my chcemy to zmienić i zmieniamy, to ona nam to umożliwi, ale tylko w takiej sytuacji. Jeśli my naprawdę będziemy w tym kierunku działali. Jeżeli ktoś tego nie zmienia, to niech nie liczy na to, że to się zmieni i nie nazywajmy tego życiem chrześcijańskim. Nie możemy się oszukiwać. Bo to nie jest życie chrześcijańskie i nie oczekujmy, że my kogokolwiek z ewangelizujemy.
Nie oczekujmy na przykład zmiany życia bliźniego. Bo mamy oczekiwania, że będzie inaczej postępował, jeżeli my sami nie zmieniamy swojego postępowań. Nie oczekujmy, bo to tak nie działa. Ja nie mogę wymagać od kogoś czegoś, czego ja sam nie robię. Ja mogę dopiero wtedy wymagać od kogoś, jeżeli ja coś sam robię. A tu takie sytuacje mają miejsce, że po prostu oczekuje się, że ktoś to zmieni, Pan Bóg zmieni, że bliźni się zmieni, ale ja nie. Ja nie!
No, tak to nie działa. To jest w naszych rękach i Pan Bóg nam to mówi, że bez tej zmiany struktury, czyli tego sposobu myślenia, mentalności człowieka, jeżeli to będzie stary człowiek jak ten bogaty młodzieniec, który myśli w kategoriach, że te posiadłości są ważniejsze niż słowo Jezusa i jeżeli ja myślę w ten sposób, że na przykład moje myśli, moje uczucia, moja praca, moje plany są ważniejsze niż Boże, no to oczywiście to jest stara struktura i tam łaska Boża nic nie zrobi. Ona nic nie zmieni z założenia. No, to odchodzimy zasmuceni i żyjemy dalej tak, jak żyjemy i mamy pełno myśli niewiary, zwątpienia. Jest ich tak dużo i one mają charakter niszczący. Te myśli niszczą nasze życie. Myśli zwątpienia, myśli niewiary, myśli beznadziei i tak dalej… Po prostu duch zły buszuje. Ale dlaczego? Dlatego, że po prostu to życie się nie zmienia. Bo ono się tą metodą nie zmieni. I nie oczekujmy, że się zmieni. Po prostu się nie zmieni. Bo Łaska Boża tak nie działa. No, tak jakby ktoś powiedział, no niech Duch Święty przygotuje tego sylwestra, a my przyjdziemy i to wszystko skonsumujemy. No nie, to tak nie działa. Musi być ktoś, kto będzie chciał usłużyć przygotowaniem sylwestra, a my przyjdziemy i po prostu z tego skorzystamy. Będziemy chwalić Pana przez to, ale ktoś to musi zrobić. To tak nie działa, że po prostu Pan Bóg za nas to zrobi. Nie zrobi za nas. Pan Bóg działa według ignacjańskiej maksymy: Uczyń wszystko tak, jakbyś ty miał wszystko zrobić bez pomocy Boga, wyłącznie ty, a ufaj Bogu tak, jakby całe powodzenie sprawy zależało wyłącznie od Niego. I to sobie trzeba wbić do serca. My wszystko musimy najpierw uczynić tak, jakby zależało wyłącznie ode mnie i ufać łasce Bożej, że ona zrobi to wszystko, to co powinna zrobić we mnie. I powtarzam - To jest możliwe tylko dzięki łasce Bożej. To nie jest możliwe, ta zmiana nie jest możliwa przez samego człowieka. Nawet jeżeli mamy jakieś chwile uniesienia, że chcemy to wszystko zmienić, że widzimy potrzebę nawrócenia. Nie, to jest systematyczna współpraca z łaską Bożą. Ale ja muszę uprzedzić, najpierw ja muszę po prostu robić wszystko w tym kierunku. Wiem, że coś jest Bożym planem i mam to robić. Podejmuję to, a łaska Boża musi mi w tym pomóc. I to jest jej działanie. I oczywiście Piotr jest zdumiony tym, że po ludzku właściwie nie można się zbawić. Nie można, bez udziału łaski Bożej nie możemy się zbawić. To na tym to polega. Nie możemy. Bez tego działania Boga nie możemy, bo nie jesteśmy do tego zdolni. Natomiast dla tych, którzy zaufali Bożej miłości, rzeczywiście zaufali działaniu łaski Bożej Pan Bóg przygotował o wiele większe rzeczy, niż się człowiekowi wydaje. Czyli zmiana mentalności, myślenie po Bożemu, myślenie w kategoriach wiary owocuje zupełnie inną perspektywą. Człowiek wchodzi w taką perspektywę Bożą, zbawczą. I Piotr się właśnie pyta: My wszystko opuściliśmy, bo ma świadomość, że oni zostawili wszystko, oni zostawili rodziny, zostawili te posiadłości, zostawili dotychczasowy sposób życia i poszli za Jezusem i mówi wobec tego, co my otrzymamy w zamian? Jak się to Królestwo objawia? A, no właśnie, to Królestwo się objawia w ten sposób, że człowiek podejmuje zupełnie nowy sposób życia. To znaczy, więcej myśli o innych i otrzymuje dużo więcej ze strony Pana Boga dóbr i przede wszystkim łaski Bożej, ale też dóbr ze strony tego świata - spotyka dużo więcej ludzi, dużo więcej atrakcji, dużo więcej przygód realnych. I chodzi o to, że dużo więcej ma możliwości realizacji siebie samego, ponieważ jego braćmi siostrami są z ludzie, których Pan Bóg stawia na naszej drodze. I domy innych są naszą własnością, i pola, i dary innych ludzi, np. mogę korzystać z majątku kogoś innego, bo ktoś jest wolny w stosunku do tego majątku i on mi pomaga. Na przykład, jego zdolności nie są tylko jego, tylko służą w dziele Bożym, służą po prostu innym ludziom. I tak to działa, to jest na tej zasadzie. Jego miłość nie jest tylko jego, nie jest tylko dla jego rodziny, tylko jest dla innych ludzi. Po prostu ze wszystkiego wtedy my korzystamy. Mamy wiele więcej od Pana Boga, ale przez to, że my wchodzimy w inną rzeczywistość, w inny świat. O to Panu Bogu dokładnie chodzi. To wiem, bo mnie Pan Bóg przekonywał na Ćwiczeniach. Już mówiłem kilka lat temu, bo dokładnie otrzymałem to słowo. W pewnym momencie zadałem panu Bogu takie pytanie: Ale wiesz Panie, po co to wszystko? Po co my tu jesteśmy? Po co ja to wszystko robię? O co tu chodzi? No, przecież ktoś mógłby przyjść i być zadowolony. Jesteśmy na ćwiczeniach, prawda. Formujemy się duchowo. Jesteśmy blisko Boga. Modlimy się. Ktoś inny by powiedział, jacy pobożni, jacy doskonali i tak dalej… Ja mówię, ale co ja z tego wszystkiego będę miał właściwie, po co ja to robię? No i wtedy Pan Bóg mi powiedział, (nie otwierałem Ewangelii), po prostu powiedział wtedy na ucho, dokładnie tę Ewangelię: Wy, którzy opuściliście wszystko dla Królestwa Bożego, domy, ojca, matkę, siostry dzieci, to wszystko, stokroć tyle otrzymacie domów, dzieci, matek, pól, sióstr. I o to Panu Bogu chodzi. To jest prawdziwa przemiana człowieka. Wyjście z tej mentalności egoizmu, miłości własnej, zaściankowości. Wypłynięcie na zupełnie inne, szerokie wody. I o to Panu Bogu chodzi, dlatego się gromadzimy. Ale to, czy my to podejmiemy, czy ja będę miał współpracowników w dziele, czy ktoś po prostu będzie ewangelizatorem, to jest sprawa tego, czy ktoś do końca nie będzie bogatym młodzieńcem, który ciągle się odbija od ściany, tylko pójdzie za Chrystusem. I to, czy my pociągniemy kogoś następnego do Chrystusa. To właśnie zależy od tego, czy zostanie przekroczona ta bariera, bo jeżeli chcemy, żeby życie, na przykład dzieci czy rodziców, się zmieniło, to my sami musimy przejść tę barierę bogatego młodzieńca. My sami musimy to przejść. I to jest program, to jest coś, przed czym my stoimy, i coś, co nam Pan Bóg ukazuje w sposób proroczy, wiedząc co w nas jest, co w nas tkwi.
Amen.
Mariusz
Ja powiem krótko, żeby dać dobry przykład, za co Bogu dziękuję. Za Jego miłość, za ten ogień miłości, który ogałaca ze wszystkiego, który uczy, właśnie wszystkiego pozbawia, jakichkolwiek możliwych ludzkich oparć, jakichkolwiek ludzkich myśli, nadziei i planów, czegokolwiek, schematów. I właśnie za to dążenie do tego wielkiego nic, do tego Janowego szczytu, żeby człowiek wiedział, że poza Bogiem właściwie nic nie ma wartości. Że najważniejsze jest to, żeby do niczego na tym świecie nie być przywiązanym i niczego nie oczekiwać więcej poza Jezusem. To po prostu wydaje się teoretycznie oczywiste założenie, ale to się właśnie dzieje na drodze oczyszczenia, to się dzieje na drodze przemiany, na drodze życia. I za to Bogu dziękuję, że to się dokonuje, że też właśnie umacnia się też i rozwija nasza miłość małżeńska. I że mimo wszystkich trudności, jakie przeżywają poszczególne osoby i tego bardzo trudnego roku, że się wydawało czasami komuś, że robi krok wstecz, to jest oczywiście złudzenie, bo taką drogą właśnie poprzez wielkie utrapienia, przeciwności, poprzez ten ogień oczyszczający dopiero dokonuje się przemiana człowieka. Dziękuję też Bogu za te wielkie utrapienia czy przeciwności, że one prowadzą do celu. Natomiast moje oczekiwania właśnie są takie, jakie w tym słowie, tzn, że ja chcę, oczekuję realizacji tych Bożych obietnic, tych Bożych słów, że rzeczywiście to będzie dostrzegalne, że w Jego miłości będzie przybywało braci, sióstr, pól, domów, matek, ojców, wszystkiego, po prostu, że to będzie namacalne, że będzie widoczne. Że ta ekonomia zbawcza Boga rzeczywiście jest, działa. I że ta ewangelizacja będzie mogła rzeczywiście wyjść też dalej do ludzi i służyć dalej tak, żeby Królestwo Boże się rozszerzało.
Amen.
Ania
Przede wszystkim chciałabym podziękować Bogu, że przeprowadza przez wszystkie utrapienia i przeciwności. Przez wszystkie moje wewnętrzne rozhuśtanie, bo ten rok rzeczywiście był trudny. Zaczął się bardzo trudnymi doświadczeniami i kończy się właściwie też podobnie pod względem przeżyć moich. Takim dużym utrapieniem dla mnie jest to, co się dzieje z naszą ojczyzną, w naszym narodzie. To mnie tak osobiście dotyka ze względu na doświadczenia mojej rodziny, szczególnie mojej mamy. Ale właśnie doświadczam czegoś takiego, tak jak jest powiedziane, że w słabości moc się doskonali, że wbrew temu, właśnie budzi się we mnie… takie poczucie umocnienia, tego oparcia właśnie w Bogu. W tym, że właśnie jest wspólnota, którą Pan Bóg mi dał, bo ja to tak odczytuję. Już miałam też któregoś dnia na modlitwie takie przeświadczenie, czy też dotarło do mnie takie światło, że to wręcz jest cud Boga, bo ja sama po prostu nie szukałam żadnej wspólnoty nigdy. Chociaż była taka tęsknota właśnie, żeby się znaleźć wśród ludzi wiary, ale w życiu bym nie wymyśliła, że tak Pan Bóg po prostu to zrobi, tak to poprowadzi i za to nieustannie dziękuję. Natomiast, jakie są moje pragnienia i oczekiwania? To też to, co trochę Mariusz poruszył. Ja mam takie pragnienie, żeby rzeczywiście rozwinęła się ta ewangelizacja i żeby łaska Boża we mnie też zaczęła działać w ten sposób, żebym ja nie przeszkadzała sobą Bogu w tym, jak On chce mnie wykorzystać w tym dziele. Na pewno to się nie obejdzie bez pokonywania kolejnych moich, zwłaszcza emocjonalnych, barier. I też mam nadzieję, że to wsparcie będzie też ze strony moich bliskich, ze strony Krzysia, ze strony Jędrka, że po prostu będziemy wreszcie stanowili taką jedność w służeniu sobą innym ludziom. Ale właśnie, żeby to było w jedności, w jednym kierunku. Nie wiem, jak Pan Bóg to zrobi, ale po prostu modlę się przede wszystkim o uwolnienie nie samej mnie, ale też i przede wszystkim Jędrka z tego jakiegoś dołu w który wpadł. Przyznam się szczerze, że dla mnie w tej chwili to jest duże przeżycie, zresztą o tym wszyscy wiedzą, że trudno jest mi po prostu na to patrzeć, jak marnieje moje dziecko.
Kasia
Patrząc wstecz na ten rok, dziękuję Panu Bogu i zdaję sobie sprawę, i tak to odczuwam, że ujął moje życie mocno w swoje ręce. Zresztą, zawsze tak było, ale wobec wydarzeń tego roku jakoś tak to odczuwam szczególnie. Pewnych rzeczy się spodziewałam. Końcówka zeszłego roku szkolnego też nie była łatwa, ale były pewne takie spodziewane rzeczy. A od września, to jest takie zupełnie, jakby nie po mojej myśli, to co się dzieje. Ale odczytuję to jako właśnie realizację planu Bożego i chcę za ten plan najbardziej właśnie dziękować panu Bogu, nawet teraz, w tych ostatnich dniach czy tygodniach. Tak mi w kontekście tego zastępstwa, które tak się przedłuża i przedłuża, przyszły bardzo tak wyraźnie te słowa, że jeżeli ktoś cię prosi o przejście stu kroków, to przejdź tysiąc. I że to jest taka dla mnie lekcja, której Pan Bóg udziela w hojności, w poczuciu tego, że to On mój los zabezpiecza. I jeżeli do czegoś wzywa, to mi udziela odpowiedniej łaski do tego. Też i za to wychowanie w wierze, bo to jest dla mnie lekcja wiary i za tę lekcję wiary dziękuję.
W tej chwili taką prośbę kieruję do Pana Jezusa, żebym właśnie umiała współpracować zawsze z Jego łaską. To znaczy, żebym nie ograniczała Jego łaski, bo teraz z tych dni mam takie doświadczenie jednego dnia, jak działa natura, jak łaska. Któregoś teraz dnia, tak jakby Pan Bóg mi odjął swoją łaskę, taką odczuwalną i zostałam ze swoją naturą. Byłam, tak rozłożona, że trudno mi było się jakkolwiek pozbierać i fizycznie, i psychicznie, i duchowo. Tak, jakbym nie wiedziała, co się dzieje i tak skonstatowałam na koniec dnia, że właśnie, tak jakbym została sama ze swoją naturą. To, też taka lekcja, że absolutnie nie mam jakiejkolwiek nadziei budować na swojej naturze. Ona jest tak zawodna. Nawet to, co mi się wydawało, że mam wypracowane już, to tego nie ma, że jest potrzebna łaska i żebym nie przeszkadzała w działaniu tej łaski. I, że do tego jest potrzebna wiara, moja wiara, żebym przekraczała w jakimś tam momencie krytycznym. Jeżeli przekroczę siebie o jakiś ten jeden kroczek malutki i zrobię go przeciw mojej naturze, to ta łaska działa w nadzwyczajny sposób. Proszę o to właśnie, żeby zawsze Pan Bóg nie pozwalał mi się zatrzymać na tej naturze, tylko wypychał, żeby posługiwał się aniołami, żeby mnie przed jakimiś sytuacjami, osobami, żeby mnie po prostu wypychał z tej słabości natury.
Zbyszek
Ja Panu Bogu chcę podziękować za to, że właśnie tracę powoli to, co uważałem za cenne, to zdrowie, powiedzmy, taką witalność. Że w tym On, Bóg ma dla mnie cel taki, żebym się bardziej zastanawiał nad tym, co robię. Bardziej zaczynam szanować swój czas, swoje ciało, a poza tym wierzę w to, że Pan Bóg robi to, żebym miał jakieś utrapienia tylko dla mojego dobra i właściwie cieszę się z tego. Po prostu to mnie w jakiś sposób podnosi, dziękuję za to Panu, mogę tak powiedzieć. Dziękuję też Panu za to, że jak zawsze mówi do każdego, kogo spotka, czy anioł czy prorok: „Nie bój się, nie bój się”, to w jakiś sposób czuję się takim człowiekiem, jakiego Pan Bóg spotyka codziennie, bojącego się. I to nie jest żaden afront dla człowieka, że w niektórych przypadkach obym się tylko nie bał wtedy odpowiedzieć głosem, kiedy potrzeba. Kiedy właśnie wymaga tego, żebym częściej mógł przemóc się. Kiedy robię coś, pracuję i widzę, że dzieci mogą i tak przeszkadzać, to nie denerwuję się w ten sposób, że mogę im nakazać czy nawet krzyczeć, tylko staram się je zająć, znaleźć takie zajęcie, tak dobre, żeby one były zainteresowane. A zwłaszcza skierować ich myśli i ich małe ciałka, i duszki na to, żeby zwróciły uwagę, że nad tym wszystkim, co robią, też panują większe siły, że jest Pan Bóg, że każdy ma swojego Anioła Stróża i na pewno na to wszystko patrzy. Ja tak tłumaczę, bo tak mi się wydaje, że będzie to zrozumiałe dla nich. Jakie mam oczekiwania? No właśnie, żebym bardziej utkwił swoje jestestwo, siebie w modlitwie, w poście i w jałmużnie. Jakoś tak to teraz utkwiło we mnie. Powiedzmy, że na wszystko jest czas, ale trzeba więcej czasu znaleźć na modlitwę, popierając to właśnie postem, w tym sensie, żeby właśnie bardziej umartwiać się nie tylko w jedzeniu, ale we wszystkim w tym, w czym miałem zadowolenie, co miałem, w czym mogłem się znaleźć. Niejako, tak mi się wydawało (że mogłem coś znaleźć z pominięciem Boga). Dziękuję też za to, że niektóre moje wyobrażenia o słowie Bożym jakby prysły, jakby już są inaczej rozumiane, inaczej słyszę i widzę. Bardziej pokornie podchodzę do nich. Na przykład ostatnio mnie zadziwiło to, jak Izaak miał być zabity przez ojca. Ile razy ja to czytałem? Ile razy! A, jak ja odczułem teraz, jak Pan Bóg kocha swojego Syna. Jak On Go ukochał. Jak musiał kochać Jezusa, swojego Syna. A jak nas? Że Go oddał za nas, jak Abraham oddał syna. Ja nie mówię o wierze w Boga, bo On jest źródłem wiary, ale tak po prostu, bo ta Miłość tak jest ogromna. Ja tylko od Syna, bo Syn jest tą miłością, który przyszedł, chcę się nauczyć miłować, chcę się jej nauczyć, poświęcać więcej czasu właśnie bliźniemu. Nie w tym sensie, że obdarzać ich, powiedzmy pieniędzmi, czasem swoim, ale taką wewnętrzną troską o ich życie, otaczać ich modlitwą. W niektórych sprawach wydaję się sobie bezsilny, ale szukam właśnie rozwiązania tych spraw przez modlitwy, przez wiarę w moc Bożą, że to się kiedyś dokona. Cieszę się w ogóle, że się spotykamy i to jest taka moja ostoja. To jest jedna z moich radości, że można usłyszeć coś, czego się nie spotka nigdzie albo bardzo rzadko, wiarę w to, że Bóg jest i każde Jego słowo jest ważne. I zmierzam do tego, żebym ja próbował pojąć i zrozumieć, że przez Słowo jest zbawienie, przez zrozumienie tego Słowa. Że wszystko się stało przez Słowo. Nie tylko ja, ale wszystko to się zdarza.
Amen.
Jędrek
Pragnę podziękować Panu Bogu za takie ukazanie w tym roku prawdy o mnie właśnie bez żadnych złudzeń, bez żadnych dodatkowych wyobrażeń o sobie. Za to, że cały czas mnie w tym prowadzi, żebym nauczył się odpowiadać na Jego Miłość. Moje oczekiwania na ten rok są takie, jak główna treść tego Słowa, czyli po prostu żebym przyjął Ducha Świętego i poszedł za Jezusem.
Krzysiek
Dziękuję za doświadczenia, chociaż to doświadczenia negatywne, ale zawsze czemuś służyły, pokazały rzeczywistość, że nie musi się tak wszystko gładko toczyć, jakbyśmy chcieli. Więc to były też doświadczenia pouczające i za to mogę dziękować. I dziękuję, że zdrowie Ani się poprawiło. A chcę prosić na przyszłość również o zdrowie też dla Jędrka. Wierzę, że dojdzie do tego. Mam nadzieję, że ja też doświadczę jakiejś zmiany, która stopniowo mnie poprowadzi w kierunku zaufania do Bożej łaski i to także w większym stopniu będę polegał na Panu Bogu, że sam się będę zmieniał w dobrym kierunku.
Amen.
|